Wczoraj oficjalnie rozpocząłem sezon kaktusowy moim gymnocalycium. Moje roślinki zostały pierwszy raz obficie podlane po zimie. Oczywiście nie od razu. Początkowo delikatnie zraszałem je bardzo ciepłą wodą. Następnie za jakiś tydzień ponownie, tym razem wraz z delikatnym podlaniem. No i po jakiś dwóch tygodniach podlałem obficie moje kaktusy wodą destylowaną. Termin nie był przypadkowy – w prognozie pogody zapowiadali kilkudniową słoneczną i ciepłą aurę.

Technika podlewania małej kolekcji

Początkowo zamierzałem skorzystać z litrowej butelki po wodzie mineralnej z końcówką do nawadniania kwiatów na urlopie. Chodzi o taką plastikową, zwężaną rurkę, którą można zamontować na butelce, bo ma gwint jak zakrętka. Wszystko po to, by jak najmniej moczyć pędy kaktusów, by uniknąć szpecących plam. Oczywiście nie szkodzą one kaktusom, ale jeśli ktoś ma małą kolekcję i trochę wprawy to może ich uniknąć. Istnieje jeszcze druga, polecana przez szerokie grono hodowców metoda – podlewania przez nasiąkanie od spodu. Powiem szczerze, że osobiście wygodniej mi podlewać od góry i tak czynię, ale wyboru musi dokonać każdy sam.

Ostatecznie użyłem dużej strzykawki, która posłużyła mi do nawadniania pojemników z wysiewem, o którym pisałem we wcześniejszym poście. Wygodnie nabierałem wodę z większego pojemnika i lałem w wolne przestrzenie między kaktusem a doniczką, czekając aż woda zacznie wypływać otworami w dnie. To znaczy, że substrat został dostatecznie nawilżony. Samo podlewanie wykonałem wieczorem.

Decyzję o rozpoczęciu sezonu podjąłem obserwując moje gymnokalicja, aktualną pogodę oraz progonozę pogody. Wiele z moich roślin zawiązały już pąki kwiatowe, co świadczy o tym, że obudziły się już ze „snu zimowego”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *