Przesadzać czy nie przesadzać? – oto pytanie, które od zarania istnienia „kaktusiarskiego” hobby, zadają sobie miłośnicy tych ciernistych roślin.

Jak do tej pory nikt nie udzielił na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi – bo takiej odpowiedzi po prostu nie ma – a zatem i ten artykuł też nie rozstrzygnie tego problemu.

Intencją moją jest chęć podzielenia się z Kolegami moimi spostrzeżeniami w tym temacie, opartymi o wiedzę wyniesioną z przeczytanej literatury fachowej oraz zdobytą na bazie własnych doświadczeń hodowlanych.

Pomysł napisania niniejszego artykułu – choć samym tematem interesuję się od dawna i na bieżąco – narodził się stosunkowo niedawno, kiedy to przeczytałem w podarowanym mi czeskim czasopiśmie „kaktusy” (numer 3 z 1991 r .), artykuł Pana Jana Řihy o tym samym tytule tzn. „Přesazovat či nepřesazovat ?”

Na początek – co w tym temacie pisze Pan Řiha – przytoczę wolne tłumaczenie Jego artykułu, które brzmi:

… Wielu hodowców stawia sobie na początku kaktusiarskiej kariery zasadnicze pytanie: do czego posadzić rośliny i jak często je przesadzać? Temat ten pojawia się również w czasie wizyt w kolekcjach, na wystawach, w towarzyskich rozmowach kaktusiarzy, a także na łamach różnego rodzaju fachowych i mniej fachowych czasopism. Jest to więc istotnie zasadniczy problem. Jeżeli przyjrzymy się kaktusom rosnącym na naturalnych stanowiskach, to bezwzględnie musimy stwierdzić, że lokują się one zarówno w szczelinach i rozpadlinach skalnych jak też w drobnym żwirze, stanowiącym wietrzelinę tych skał. Znajdziemy również kaktusy rosnące w (nie rozłożonych jeszcze biologicznie) żyznych namułach rzek, w podłożu utworzonym z nawianych lotnych piasków, ale także na ciężkich, zwartych ilastych glebach, bądź odwrotnie na glebach lekkich, szybko przesychających. Badaniem podłoża na stanowiskach naturalnych zajmowało się na przestrzeni dziejów wielu autorów specjalistycznych opracowań, którzy badali w laboratoriach strukturę gleby, jej przepuszczalność, skład chemiczny, kwasowość (pH), itd. Nie można wszak jednoznacznie stwierdzić, że wszystkie rośliny oglądane na stanowiskach naturalnych rosną jednakowo bujnie i wyglądają okazale. Z tego więc widać, że podłoże w którym rosną kaktusy, jest tylko jednym z wielu czynników ekologicznych, wpływających na wzrost i wygląd roślin. W przyrodzie roślina pojawia się i rośnie w miejscu gdzie się pierwotnie uchwyciła podłoża, gdzie wykiełkowało nasiono, bądź gdzie się zakorzenił odrost lub część innej rośliny, a zatem niewielka rozpadlina w skale jest najczęściej miejscem dożywotniego bytowania rośliny – znane są co prawda tzw. kaktusy wędrujące, które z biegiem swojego żywota przemieszczają się, oddalając się od miejsca pierwotnego stanowiska (rośliny o pędach płożących się i pełzających wyposażonych w korzenie czepne oraz rośliny kępiaste i rozrastające się darniowo). Hodowla roślin tzn. uprawa w sztucznych warunkach, zakłada sobie często trudne do osiągnięcia lub wręcz niemożliwe cele. Przyznajmy się, że stawiamy roślinom wymogi na poziomie maximum, a więc żądamy od nich by szybko rosły, a przy tym obficie i często kwitły, posiadały bogate i pięknie wybarwione ociernienie, itd. Ingerujemy również w ich życie dokonując szczepienia. Aby osiągnąć zaplanowane, zadowalające nas efekty dostarczamy roślinom zwiększone dawki „życiodajnej energii” oraz staramy się możliwie często je przesadzać. Przyjęcie jako zasady stosowania ujednoliconych (wyprowadzonych naukowo) metod uprawy, nie musi koniecznie prowadzić do takich samych efektów końcowych i mimo prowadzenia ujednoliconych metod uprawy, są takie kolekcje, w których rośliny są piękne, doskonale rosną i obficie kwitną, a równocześnie inne (stosujące te same metody uprawy) osiągające niewspółmiernie gorsze efekty.

Jeżeli zamiast do Meksyku wybierzecie się do Holandii, to zaskoczy was różnorodność produkowanych tu kaktusów. Miliony, miliony najróżniejszych i dorodnych okazów, kwitnących według założonego planu (niezależnie od pory roku). Wymarzone, okazałe kaktusy z kwiatami o czystych barwach możemy otrzymać w dowolnym czasie, na zamówienie za niewiarygodnie niską cenę (w stosunku do takich samych okazów uzyskanych np. z importu – przyp. autora). Będziecie pytać jak to robią ? Wystarczy wybić roślinę z doniczki aby uzyskać odpowiedź. Rośliny posadzone są niemal w czystym organicznym humusie, gleba jest mocno włóknista (dodatek torfu), o ustabilizowanej kwasowości, nasycona nawozami. Tu przypomina mi się twierdzenie naszych (czeskich) doświadczonych kaktusiarzy, którzy zgodnie twierdzili, że w humusie astrophyta nie będą rosły – mogli by się przyjrzeć łanom astrophyt w Holandii.

I tu jesteśmy u samego sedna zagadnienia. To, że gleba musi mieć pewne konieczne własności, wiemy wszyscy już od dawna. Do nich należą właściwa nasiąkliwość i przepuszczalność podłoża, ponieważ tylko tą drogą rośliny mogą za pomocą swoich korzeni czerpać wodę i substancje pokarmowe. Twierdzę, że podporządkowanie pozostałych cech gleby wyłącznie jej przepuszczalności – powodującej szybkie przesuszanie gleby – nie jest uzasadnione (nie dotyczy to sytuacji gdy rośliny zahamowały wzrost, przygotowując się do spoczynku). W optymalnych warunkach, w czasie pełnej wegetacji, rośliny (w większości) powinny mieć sbstrat zawsze lekko wilgotny. Nie dotyczy to okresu, kiedy z uwagi na niemożliwość zapewnienia optymalnych warunków wzrostu (w „normalnych” europejskich warunkach nawet ogrzewane szklarnie ich nie zapewniają), musimy kaktusy tak przesuszyć, aby się przystosowały do długiego okresu spoczynku i przezimowały.

Wróćmy wszak do przypadków przesadzania. Powodem, że przesadzenie stało się koniecznością może być albo wyczerpanie zasobów pokarmowych substratu, albo jego zasolenie – choć mogą być też inne powody. W obu powyższych przypadkach następuje zahamowanie lub wręcz brak wzrostu systemu korzeniowego, powodujący ogólne zahamowanie wzrostu rośliny. Oprócz w/wym. powodów, o przesadzaniu decydują czasem względy estetycze, wynikające z osobistych upodobań właściciela. Często jest też tak – wydaje nam się, że kiedy (nawet mała) roślina przestała rosnąć, to zapewne przyczyna leży w zbyt małym naczyniu (doniczce). Podejrzewam, że ten ostatni osąd jest przeceniany, ponieważ podobnie jak w naturze kaktus osadzony w konkretnym miejscu, nie ma wpływu na ilość i zasobność przynależnej mu gleby i mimo iż korzenie ma ciasno splątane, a gleba jest wyjałowiona, sam nie może się na inne miejsce przesadzić. Tu Pan Řiha dość szczegółowo opisuje dwa załączone zdjęcia – pierwsze pokazuje plastikową doniczkę rozerwaną, przez system korzeniowy Ariocarpus retusus, a drugie stłoczone w ciasnej doniczce korpus główny i odrosty Discocactus ferricola – i kwituje to stwierdzeniem: myślę, że chociaż pojedyncze części tych roślin są ciasno ściśnięte, to i tak mają się lepiej niż niektóre rośliny rosnące na stanowiskach naturalnych dlatego ich nie przesadzam i chyba dlatego corocznie ładnie i obficie kwitną i stąd moja odpowiedź: mając na względzie czas, miejsce, przestrzeń i pieniądze – nie przesadzajcie za często !!!

I tyle Pan Řiha.

Co do moich osobistych doświadczeń to w zdecydowanej większości przypadków zgadzam się z moim starszym i doświadczonym Kolegą – autorem cytowanego artykułu.

O przesadzaniu najczęściej decydują względy omówione w ostatnim stwierdzeniu Pana Řih’ y, bo ja też przesadzam kaktusy tylko wtedy gdy mam na to odpowiednią ilość czasu (bo tego niestety nie można zrobić szybko), gdy wiem już jaka rezerwa wolnej powierzchni szklarenki i foliaka mi jeszcze pozostała (a marzyła by się znacznie większa niż ta która jest) i teraz mając do dyspozycji różne doniczki, pudełka i skrzynki, próbuję odpowiednio dobrać substrat i rośliny przesadzić. W samym już tytule tego artykułu tkwi chochlik przekory – przesadzać czy nie przesadzać ?

I jest w tym dużo racji, bo tu muszę znowu potwierdzić spostrzeżenia Pana Řih’ y jako, że mam kilka roślin, które od fazy siewki o średnicy ok. 1 cm, od kilku już lat rosną w tym samym kubku plastikowym „po jogurcie”, czy też rosnące darniowo mamilarie zarosły już dokładnie całą powierzchnię skrzynki „na rozsadę” i poprzerastały się nawzajem, to wszystkie one dają co roku zadowalające (a nie nadmierne) przyrosty i obficie mi kwitną.

Jeszcze jedną charakterystyczną cechę zaobserwowałem u roślin rosnących w ciasnocie. Tą cechą jest późniejsze wchodzenie w okres wegetacji niż u takich samych roślin, ale świeżo przesadzonych do większych naczyń (średnio o 2-3 tygodnie), co jest niewątpliwie korzystne w moich warunkach, gdyż nie mam ogrzewanej szklarni, a wiosna bywa kapryśna.

Zupełnie odrębne zagadnienie stanowi pikowanie i przesadzanie siewek kaktusów, przesadzanie roślin podejrzanych o uszkodzenie systemu korzeniowego lub zainfekowanych szkodnikami żerującymi na korzeniach lub w glebie i inne przypadki kiedy czynność przesadzania jest koniecznością i nie wolno jej odkładać „na jutro” bo jutro może to już nie mieć sensu.

Reasumując chciałbym zaproponować moim kolegom przyjęcie takich zasad:

– kierujmy się zawsze zdrowym rozsądkiem,

– niech termin przesadzania będzie wynikiem prowadzonych obserwacji rośliny i jej potrzeb, a nie przypadku,

– jeżeli poprzednim razem przy przesadzaniu popełniliśmy błąd co do naczynia lub substratu, zapamiętajmy to (a lepiej zapiszmy sobie) i nie popełniajmy tego samego błędu po raz drugi,

– dostosowujmy naczynia uzależniając ich kształt i wielkość od systemu korzeniowego rośliny i powierzchni jaką dysponujemy (niektóre rośliny o płytkim, ale rozległym systemie korzeniowym lepiej posadzić nawet ciasno, po kilka sztuk w jednej większej skrzynce, niż sadzić pojedynczo do mniejszych naczyń – oczywiście jeżeli nie sprzeciwiają się temu inne względy, np. estetyczne

– a w ogóle to nie przesadzajmy z tym przesadzaniem !!!

 

Artykuł zaczerpnięty z: www.kaktusiki.sportos.pl/index.php?id=9


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *