Stało się, na jednym z kaktusów zauważyłem dorosłą formę wełnowca. Co prawda był to pojedynczy i odosobniony przypadek, ale lepiej chuchać na zimne. W ciągu kilku ostatnich miesięcy kupowałem rośliny z wielu źródeł, prawdopodobnie musiałem na którymś kaktusie przywlec szkodniki.

Z tego co wyczytałem w Internecie i literaturze to dość popularny szkodniki kaktusów. Ponoć też dość łatwo można się go pozbyć, choć czytałem dyskusje, gdzie niektórzy męczą się z nimi tygodniami. Trochę spanikowałem, bo moją wcześniejszą kolekcję kaktusów, którą miałem za młodu, zniszczyły właśnie wełnowce. Z tym, że wówczas nie zrobiłem nic, myśląc że „samo przejdzie”. O tym jak bardzo się pomyliłem dowiedziałem się jakiś czas później. Teraz podchodze do tematu na poważnie, więc szybko zareagowałem, by uniknąć strat, a przede wszystkim rozprzestrzenieniu szkodnika.

Walka z wełnowcami na gymnocalycium

Trochę poczytałem o sposobach walki z wełnowcem. Od prymitywnych i prostych jak namaczenie patyczka w alkoholu i ściąganie ręczne szkodników, przez kąpiele w gorącej wodzie, po chemię.

Od razu odpuściłem sobie wszelkie ręczne sposoby. Oczywiście szkodnika, którego sam dostrzegłem od razu zebrałem wykałaczką i wyrzuciłem. Czy był tylko jeden? Cieżko powiedzieć, ale intuicja podpowiada, że może ich być więcej, zwłaszcza pod ziemią.

Gorąca kąpiel w wodzie, którą poleca wiele osób również odpuściłem sobie z prostego powodu – prawie 70 roślin cieżko będzie wyjąć z doniczki i kąpać, a potem ponownie posadzić. Został mi trzeci, ponoć najskuteczniejszy sposób – chemia przeciw szkodnikom.

Chemia przeciwko wełnowcom

W Internecie oraz w literaturze polecanych jest wiele środków przeciwko wełnowcom. W tym:

  • Mospilan
  • Polysect
  • Actellic
  • Kohinor
  • BI 58

To najczęściej polecane środki przez hodowców w grupie kaktusiarskiej na Facebooku. Ponoć najskuteczniejszym jest BI 58, ale to dość mocny specyfik i nie poleca się go stosować w pomieszczeniach mieszkalnych. A, że obecnie trzymam swoje gymnokalicja na parapecie w mieszkaniu postanowiłem postawić na chemię innego typu. Wybór padł na Mospilan – również dość skuteczny.

Kupiłem 2g saszetkę Mospilanu 20 SP. Zastosowałem stężenie podane na opakowaniu (1g na 2,5 litra wody) i podlałem porządnie rośliny oraz zrobiłem oprysk. Planuję powtórzyć zabieg po około 10 dniach.

Póki co nie widać żadnych oznak szkodników. To znaczy ja nie widzę, ale nie polegajmy wyłącznie na moim wzroku. Po kuracji będę bacznie obserwował kaktusy i każdą podejrzaną roślinę będę izolował. Swoją drogą to na początku popełniłem błąd, że nie poddałem nowych okazów kwarantannie. Rada na przyszłość, stosować się do zasad kwarantanny i dodatkowo na początku i na końcu sezonu robić profilaktyczny oprysk. Ponadto w przyszłości, gdy będę trzymał kolekcję na balkonie zmienię środek na ponoć skuteczniejszy BI 58, który będę mógł stosować na zewnątrz.

20.07.2019 – na razie nie zanotowałem obecności wełnowców. Niektóre kaktusy, które nie dawały znaku życiu, po oprysku zaczęły rosnąć, niektóre nawet zawiązywać pąki kwiatowe. Wydaje się, że kuracja pomogła i przynajmniej na razie mam z spokój z wełnowcami. Cały czas bacznie i dokładnie obserwuje rośliny.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *